Po co nam to wszystko?

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
9 października 2017

Witam Was szkolne ludki. Przyznaję, że początkowo miałam zamiar poruszyć temat rozgrzewki w sporcie. Jednak oczyma wyobraźni swej zobaczyłam jak Kasia, Basia, Tomek, Romek zasypiają przy moim artykule, uderzając głową w komputer. W trosce o bezpieczeństwo i zdrowie czytelników postanowiłam podrzucić inny temat. Chciałabym dziś porozmawiać o tym po co Wam to wszystko??? Te ćwiczenia, te litry wylanego potu, ta codzienna walka by przeżyć bez strzału piłką w głowę.

Sporo się mówi o dobrym wpływie aktywności na organizm człowieka, ale zastanawiam się ilu z Was w rzeczywistości dostrzega te korzyści. Jak często zderzacie się z teorią, która tak naprawdę nie wiele dla WAS znaczy? Temat jest dość złożony, dlatego podzielimy sobie go na dwie części.

W pierwszej kolejności chciałabym wtrącić kilka słów o tym, jak możemy podzielić uczniów w zależności od podejścia do wychowania fizycznego (w lekko humorystyczny sposób rzecz jasna).

Grupa „wow jeeeeeeeeeeee aaaaaaaaaaaaa” czyli tacy, którym na samą myśl o lekcji WF-u kręci się łza szczęścia w oku. Żyją po to by gonić za piłką, turlać się po materacach a ich świątynią jest sala gimnastyczna. Tej grupie nie trzeba reklamować ruchu. Jak nakręcone maszynki zasuwają, ładują się od słońca i nigdy nie mają dość… i chwała im za to. Są to osoby, które czerpią ogromna satysfakcję z samego udziału w różnych formach aktywności i u nich motywacja do pracy jest ogromna! Automatycznie teksty o zaletach ruchy niekoniecznie ich dotyczą bo świadomie lub nie, podejmują aktywność i ich organizmy czerpią z tego korzyści.

Niestety ta grupa z wiekiem przekształca się w „jeeeeee aaaaaaale zagramy w dwa ognie?”, czyli radocha jest, ale już na ich warunkach. Dwa ognie są tu tylko przykładem, chodzi mi o to, że zanim padnie temat zajęć, nauczyciel zostaje zbombardowany pytaniami: czy dziś zagramy? Jest to grupa gdzie jeszcze nie ma większego problemu z zaangażowaniem, jednak foch też się pojawia i zaczyna nam towarzyszyć niczym katar w październiku (nikt go nie lubi ale żyć się da). Motywacja jest, ale jak już wspomniałam faluje w zależności od zaproponowanego tematu.

W tym momencie zaczyna nam się ukazywać kolejna grupa „sportowców zawodowych”. Taki ktoś stąpa po ziemi już jakieś 11-12 lat. Tyle widział, tyle wie, że może się realizować tylko i wyłącznie w grze. Ćwiczenie jest nudne, dla dzieci a nie dla nas „młodych Lewandowskich”. Satysfakcjonująca jest tylko rywalizacja na poziomie „hart”. Nie można im jednak odmówić ambicji sportowej.

I powoli zmierzamy do grupy do której adresowany jest ten tekst. „To jest bez sensu team” lub „ nie mam stroju” jak ktoś woli, czyli uczniowie, dla których udział w aktywności fizycznej jest niczym łamanie kołem. Ból i zgrzytanie zębami. Każdy temat jest bez sensu, podział na zespoły jest bez sensu i w ogóle wszystko jest bez sensu, a na domiar złego nagły atak przewlekłego zmęczenia odbiera chęć do życia (która oczywiście wraca równo z dzwonkiem) . Motywacja jest bardzo niska a wszystkie podjęte działania wynikają z obaw przed złą oceną. Uwaga, uwaga nie mówię tu o pojedynczych przypadkach złego samopoczucia, które może dopaść każdego.

Uczniowie z ostatniej grupy mają najtrudniejsze zadanie. Jeśli ktoś lubi brokuły to już nie trzeba go namawiać by je jadł, gorzej z tymi którzy na widok brokułów mają gęsią skórkę i nudności. Na szczęście motywacja to coś nad czym można pracować. Trzeba tylko trafić na bodziec który nas nakręci. Jeżeli nie „lubię” to szukam dalej. Stąd wziął się pomysł by opisać kilka najważniejszych korzyści płynących z aktywności fizycznej, ale w sposób inny niż w podręcznikach. Dam Wam jednak trochę czasu na przemyślnie. Spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie „do której grupy należę?”. Za kilka dni dokończymy pogaduchy na ten temat, ale mam nadzieję, że siądziecie do komputerów bogatsi o pewne przemyślenia. Do następnego czytania.

AP